Dzień 8 – Bangkok (China Town i Sukhumvit)

Poranek znowu spędziliśmy na basenie. Dopiero po południu wyszliśmy z hotelu i poszliśmy na przystanek tramwaju wodnego. Chcieliśmy się dostać do China Town więc wsiedliśmy na przystanku nr 13, a wysiedliśmy na nr 5, czyli w samym China Town. Pokręciliśmy się po zatłoczonych uliczkach i znaleźliśmy zachęcająco wyglądającą budę z jedzeniem. Dostaliśmy zupę z kaczką. Pycha. Ciągle panują nieznośne upały więc pochłaniamy litrami soki z granatu, mango, ananasa, gujawy, smoczego owocu i marakui.

Zaczęło się ściemniać wiec z China Town pojechaliśmy tuk tukiem do parku Lumphini. Wystaliśmy swoje w korkach, ale zobaczyliśmy te okolice Bangkoku po zmroku. W tej części dominują wysokie biurowce. W samym parku zastaliśmy chyba wszystkich sportowców Bangkoku. Mnóstwo ludzi biegało, inni grali w kosza, tenis ziemny. Duża grupa ćwiczyła aerobik. Nataszka próbowała dołączyć, ale układ mocno odbiegał od tych z Polski i nie nadążała..

Wsiedliśmy w metro i po przejechaniu 4 stacji wysiedliśmy na Sukhumvit. Ruszyliśmy w poszukiwaniu ulicy nr 23, chcąc zobaczyć jak z bliska wygląda dzielnica rozpusty. Cowboy Soi, czyli krótką uliczkę z ogromną ilością świecących neonów, klubów ze striptizem, barów i prostytutek, przeszliśmy w kilka minut i postanowiliśmy wracać w nasze rejony. Doszliśmy do stacji Sukhumvit mijając świąteczne dekoracje, przeszliśmy wielopoziomowym chodnikiem i wsiedliśmy do kolejki BTS (tzw. SkyTrain). Dojechaliśmy do Siam Square i tu zjedliśmy kolejny posiłek. Tym razem japońska knajpa. Było miso, sushi i wontony itp. Dołączył do nas jakiś turysta z Londynu i wspólnie zjedliśmy kolację. W drogę powrotna znowu wzięliśmy tuk tuka (za 200 THB). Szalony jechał bardzo szybko. Nie zdążyliśmy przyjrzeć się świecącym dekoracjom, które są obecne w całym mieście z racji na zbliżające się urodziny króla.

Wieczorem wybraliśmy się we trójkę na tajski masaż. Nataszkę potraktowano trochę łaskawiej, ale chłopaki dostali wycisk. Panie chodziły im po plecach itd. Trzeba przyznać, że to dosyć bolesne doznanie. Ciągle się śmialiśmy z tego jak panie starały się z nami porozumieć – bardzo pociesznie. Np. jakiś czas zajęło nam rozszyfrowanie zwrotu „on-tu-tri-relaaa” czyli „1-2-3-relax” 😉 a Piotrek to Totek. Po godzinie wyszliśmy jak nowi i skierowaliśmy się znowu na Khoasan Road.

 


2 Komentarze

  1. elegancko 🙂

    • czasami 😉

Napisz Komentarz