Dzień 14 – Phuket (Phang Nga Bay)

Kolejny dzień, kolejna wycieczka. Mieliśmy jechać z tym samym biurem co wczoraj na Phi Phi przez co mieliśmy trochę mieszane uczucia. Nie zaczęło się dobrze bo zapomnieli po nas przyjechać… Sterczeliśmy ponad 30 min pod hotelem o 7 rano, a im się coś pomyliło. Dojechaliśmy sami, a oni zapłacili za naszą taksówkę. Zjedliśmy szybkie śniadanie i wypłynęliśmy motorówką w stronę zatoki Phang Nga. Okazało się, że w grupie jest jedna Polka, Marysia, więc mieliśmy polskojęzyczne towarzystwo :)

Pierwszym przystankiem były namorzyny Hong (Mangrove Hong) w pięknej, turkusowej lagunie. Następnie przepłynęliśmy przy jaskini piratów i dotarliśmy do raju ;) Była to piękna wyspa (Lao La Ding) z piękną plażą i jeszcze piękniejszym widokiem z tej plaży. Przebywało tam zaledwie kilka osób więc czuliśmy się jak w raju. Wysokie skały otaczały plażę, na której rosły palmy i inne drzewa, piasek był biały i drobny, a woda ciepła i czyściutka. W 2 min można przejść miedzy palmami na drugą stronę wyspy, ale tam plaża jest kamienista. Wróciliśmy na tę idealną popływać, pobujać się na huśtawce pod palmami i porobić zdjęcia. Kiedy zaczęły napływać kolejne wycieczki to my się zawinęliśmy.

Przepłynęliśmy przy Khao Phing Kan (czyli słynnej wyspie Bonda, gdzie w 1974 roku kręcili The Man with the Golden Gun) i dotarliśmy do starych malowideł ściennych (Kao Kee-un). Nie wiadomo kto je pozostawił, ale szacuje się, że mają ok 1500 lat. 

Na lunch dotarliśmy na wyspę Panyi (Koh Panyee). Jest to wyspa zbudowana na palach przy wielkiej skale. Liczy sobie ok 1700 mieszkańców, którzy przybyli z indonezyjskiej wyspy Jawa. Wszyscy są muzułmanami i nawet mają sporych rozmiarów meczet. Mieszkańcy żyją z rybołówstwa i turystyki. Miejsce to jest głównie znane z… piłki nożnej. W tak abstrakcyjnych warunkach dorobili się drużyny, która od kilku lat jest jedną z lepszych w Tajlandii. Początkowo trenowali na drewnianym boisku, które zbudowali sobie na tratwach, ale obecnie mają duże boisko z niebieskich bojek i nie grozi im już zranienie się o wystające gwoździe. Możecie sobie wyobrazić jak wygląda aut ;) ktoś musi nurkować.. Dzieciaki mają na miejscu szkołę, a cała wioska posiada obecnie obywatelstwo Tajlandzkie i może wylegitymować się jakimś dokumentem tożsamości, co jeszcze kilka lat temu było niemożliwe. Zjedliśmy tu przepyszny obiad składający się z massaman curry, kurczaka z orzechami nerkowca, zupy tom kha guy, warzyw smażonych w ostrygowym sosie, grillowanych krabów, krewetek i kurczaka w panierce. Do tego arbuzy i ananasy. Mniami! Podajemy też link do filmu o ww boisku – warto obejrzeć. 

Najedzeni dopłynęliśmy w przepięknej scenerii ponownie w okolice Hong Island, gdzie czekał nas chyba najlepszy punkt programu – kajaki! Założenie jest takie, że turyści nie wpływają sami do jaskiń i ukrytych lagun, tylko z miejscowym przewodnikiem, który potrafi się poruszać po tych wodach. Nataszka z Piotrkiem wsiedli do jednego kajaka, a Kamil do osobnego i dostał nawet wiosło ;) Widoki były obłędne. Pływaliśmy między wysokimi skałami, wpływaliśmy do przepięknych lagun, które były odcięte od świata, a dopłynąć się dało jedynie w pozycji leżącej pod skałami. Coś pięknego. Cała zabawa trwała ok godziny i trzeba było wracać na naszą motorówkę.

Płynąc do ostatniego miejsca minęliśmy wioskę Morskich Cyganów (Sea Gypsy Village). Dowiedzieliśmy się, że nikt z tej wioski nie ma dokumentów tożsamości i nie wiadomo dokładnie skąd pochodzą. Żyją tu od lat łowiąc ryby i nie zamierzają bratać z Tajlandczykami. Znają morze lepiej niż ktokolwiek inny, np o tsunami w 2004 wiedzieli 3 dni wcześniej i odpowiednio się zabezpieczyli, by ich wioska nie ucierpiała. Dzięki temu nikt nie zginął. Niesamowite..

Ostatnim przystankiem była wyspa, do której dopłynęliśmy wpław, skacząc z motorówki do wody. Po dopłynięciu czekała na nas malutka, pusta plaża, otoczona wielkimi ścianami skał i drzew. Poleżeliśmy chwilę na pisaku i udaliśmy się z latarkami do jaskini, gdzie oczywiście dawniej żyli piraci. Zostawili po sobie sporo napisów na ścianach, część w języku chińskim. Na końcu jaskini znajduje się piękna formacja skalna, która przypomina organy. Po wyjściu zapakowaliśmy się do motorówki i ruszyliśmy w stronę Phuket, po drodze oglądając cudowne widoki ogromnych skał wystających z wody. 

Tej wycieczce dajemy 10/10. Wrażenia niezapomniane. Widoki przepiękne. Fajni ludzie na pokładzie (pozdrawiamy Marysię!). Jedzenie pycha. Cena adekwatna do tego co zobaczyliśmy (300 PLN/os.). POLECAMY! Link do strony organizatora tej wycieczki znajdziecie TU

Po powrocie na Patong pojechaliśmy na naszych skuterach na zachód słońca. Na plaży mieliśmy darmową rozrywkę w postaci rosyjskiej pary, która robiła sobie zdjęcia – boskie! ;)


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz