2 dzień – odkrywamy Meridę!

Chyba jeszcze jesteśmy duchowo w europejskiej strefie czasowej bo bez budzika cała nasza trójka wstała przed 7:00 rano. O 8:00 byliśmy już po śniadaniu i postanowiliśmy spędzić 2 godziny nad basenem. Zrelaksowani podjechaliśmy taksówką na Paseo Montejo, którego zabudowa znacznie różni się od pozostałej części miasta. Tu ulica jest szeroka, a po jej obu stronach usytuowane są piękne pałace z Palacio Canton na czele (dziś mieści się tu muzeum antropogeniczne). Ta część miasta jest dosyć elegancka, czysta i spokojna, czyli jest to zupełne przeciwieństwo gwarnej reszty Meridy. Doszliśmy pieszo do do Parque de la Lucia, gdzie zatrzymaliśmy się na kawę i obserwowaliśmy lokalnych mieszkańców. Najbardziej spodobała nam się grupa młodzieży, która przygotowywała jakiś układ taneczny. Kolejnym przystankiem był Parque de la Madre gdzie poznaliśmy jakiegoś Libańczyka, który szukał towarzystwa bo podróżował sam. W końcu doszliśmy do Plaza Grande, po drodze mijając kolorowe kamienice. Piotrek nie był by sobą gdyby nie skusił się na quesadillę, którą ostatecznie musiał się z nami podzielić. W Zocalo na Plaza Grande życie tętni o rana do późnych godzin nocnych. Są tu rodziny z dziećmi, staruszkowie, pary na randkach, grupy znajomych i oczywiście turyści. Poznałam tu Pana Felipe (lat ok 50), który bardzo chciał zostać zaprzyjaźnić 😉 więc wymieniliśmy się adresami mailowymi. Mieliśmy jechać na zachód słońca do Progerso, ale wybraliśmy dach naszego hotelu. Wejście było zabronione więc czekało nas skakanie przez bramkę 😉  Warto było, bo zachód słońca był całkiem ładny. Julia zrobiła nagranie z życzeniami na Dzień Kobiet dla swoich obserwatorek i zeszliśmy do pokoju. Krótkie szykowanie i udaliśmy się na kolację do Las Vigas. Jest to miejsce tuż przy Plaza Grande na calle 63, ale nie ma tam ani jednego turysty, a lokal jest wypełniony po brzegi miejscowymi i na wejście czeka się w kolejce jak do klubu 😉 Zjedliśmy tradycyjnie nachos, quesadillę, jalapenos, a do picia Margarity + piwo Sol, które podają tu z limonką i mieszanką cukru z chilli. Oczywiście przesadnie najedzeni (jak zwykle) wyszliśmy z knajpy przed 24:00 i wróciliśmy do hotelu. Znowu padliśmy ze zmęczenia. Jednak taka ilość słońca robi swoje.

N

  


1 Komentarz

  1. Cześć!
    Jesteście tacy fajni! ❤️
    Wasze posty sa bardzo interesujące! 🙂
    Czekam na następną podróż w waszym wydaniu i mam nadzieje ze bedzie równie interesująca jak ta z Maff!

Napisz Komentarz