Tygodniowy pobyt w Portugalii z mamą! cz. 1 LIZBONA

Pierwszy raz Portugalia, pierwszy raz Lizbona i pierwszy raz na zagranicznych wakacjach z mamą ;) Wybrałyśmy się na tygodniowy urlop do Portugalii. Spędziłyśmy 2 dni w Lizbonie i 4 dni w Lagos. Przyleciałyśmy Ryanair’em z Modlina do Faro 13-04-2017 wieczorem. Przejechałyśmy do hotelu (1878 Hostel Faro), wyszłyśmy na krótki spacer po mieście i zjadłyśmy kolację w całkiem przyjemnej restauracji – Tasquinha Cruzeiro. Poszłyśmy też na dworzec kolejowy, żeby kupić bilety na poranny pociąg do Lizbony (22€). Nasz pobyt w Faro był bardzo krótki więc nie będę się rozwodzić nad tym czy nam się podobało czy nie bo zwyczajnie nie widziałyśmy za wiele.

Następnego dnia rano wsiadłyśmy w pociąg i po 3 godzinach byłyśmy już w Lizbonie na stacji Entercampos. Musiałyśmy przedostać się na Sete Rios (gdzie kupiłyśmy bilety na autobus do Lagos na 16-04-2017) i przeszłyśmy na metro Jardim Zoologico. Wysiadłyśmy na stacji Restauradores i po 5 minutach byłyśmy w hotelu. Miałyśmy mieszkać w DownTown Guest House, ale kilka dni przed przyjazdem dostałam maila, że z powodu remontu muszą nas przenieść do swojego innego obiektu – Baixa Guest House. Z zewnątrz kamienica nie wyglądała zachęcająco, ale w środku było czysto i ładnie. Lokalizacja również nam odpowiadała bo mieszkałyśmy między Martim Moniz a Rossio.  Pierwsze kroki skierowałyśmy na Miradouro de Sao Pedro de Alcantara. Na ten punkt widokowy można wejść pieszo lub podjechać Elevador da Gloria (jest to raczej tramwaj, a nie winda). Jednak zobaczywszy mega kolejkę czekających ludzi postanowiłyśmy wejść pieszo co zajęło nam może 5 minut. Droga prowadzi pomiędzy budynkami, na których wszędzie jest graffiti. Na samej górze było dużo turystów, ale jest tu sporo miejsca więc nie odczuwa się ścisku. To miejsce jest zdecydowanie warte polecenia. Widok na Lizbonę jest przepiękny, a samo otoczenie sprzyja relaksowi. Można sobie kupić drinka lub coś do zjedzenia i raczyć się widokiem w cieniu drzew na jednej z wielu ławek. Można też zejść schodami w dół do ogrodu i tam również znajdziemy ławki, jednak widok jest lepszy z góry.

Z tego punktu zeszłyśmy na dół malowniczą uliczką Calcada do Duque. Jest tam sporo knajpek, w tym słynna Cafe Buenos Aires, która była jeszcze zamknięta. Skręciłyśmy w prawo w Calcada do Carmo i po chwili byłyśmy przy „kościele bez dachu” czyli Klasztorze Karmelitów. Informacje praktyczne: nieczynne w niedziele, na terenie dawnego klasztoru jest też muzeum archeologiczne, bilet wstępu 4€. Według mnie miejsce naprawdę warte odwiedzenia. Błękitne niebo zamiast dachu robi wrażenie. Podobnie jak 16-wieczne mumie z Peru czy sarkofag z Egiptu. Polecam! Po wyjściu z klasztoru skierowałyśmy się prosto do portu ulicą Alecrim. Po drodze minęłyśmy popularną uliczkę z różową nawierzchnią (Rua Nova do Carvaldo). Bardzo chciałam przepłynąć na drugą stronę Tagu, żeby zdobyć kolejny punkt widokowy, a mianowicie Santuario Nacional de Cristo Rei. Plan był prosty, wsiadamy na prom Cais do Sodre – Cacilhas i dalej autobusem 101 pod sam pomnik. Niestety jak zwykle za mało czasu i musiałyśmy sobie odpuścić przeprawę przez rzekę.

Prosto z portu skierowałyśmy się na zamek S. Jorge. Wdrapałyśmy się po schodach de Sao Cristovao w otoczeniu ciekawych murali. Bilet wstępu na Castelo de S. Jorge kosztował sporo bo  8,50€. Dodatkowo robiło się późno i miałyśmy ok 1,5 h na obejrzenie wszystkiego. Na domiar złego rozładowały nam się telefony więc nie mamy za wiele zdjęć z tego miejsca ;) Niemniej jednak polecam zobaczyć zamek. Przejście murami nad miastem o zachodzie słońca to wrażenia niezapomniane. Jeżeli chodzi o sam zamek to nie spodziewajcie się raczej niczego poza ruinami.. To co po nim zostało to tylko mury, bez dachu. Sama okolica zamku jest urocza. Wąskie uliczki i piękne kamienice. Wracając skorzystałyśmy z windy Elevador do Pingo Doce, a wcześniej odkryłyśmy jeszcze jeden fajny punkt widokowy (Miradouro do Chao do Loureiro) na tarasie restauracji Zambeze. Widna zwiozła nas bezpośrednio do supermarketu, skąd miałyśmy już kilka kroków do hotelu.

       

Następny dzień zaczęłyśmy od wycieczki tramwajem nr 15 do Belem. Po dotarciu na miejsce zobaczyłyśmy ogromną kolejkę do Klasztoru Hieronimitów więc z żalem odpuściłyśmy sobie to miejsce (a tak bardzo chciałam zobaczyć krużganki). Udałyśmy się do słynnej knajpki Pasteis de Belem, która robi ponoć najlepsze Pasteis de Nata – czyli oryginalne portugalskie ciasteczka z kremem. Znajdziecie je w wielu kawiarniach czy nawet supermarketach, ale te z Belem były najświeższe w porównaniu do pozostałych, które próbowałyśmy podczas naszego pobytu w Portugalii. W tym miejscu zawsze są kolejki, zazwyczaj nie ma miejsca by usiąść i ludzie biorą wypieki w pudełkach na wynos by zjeść w pobliskim parku. Nam jednak udało się znaleźć wolny stolik i na spokojnie wypić kawkę z ciasteczkiem, mniam. 

Najedzone poszłyśmy do pobliskiego Ogrodu Botanicznego (2€). Tutaj wszystkie atrakcje są w zasięgu wzroku więc spokojnie można zwiedzać pieszo. Sam ogród jest dosyć duży, sporo tropikalnej roślinności, krzyczące pawie, fontanny i kilka zabudować trochę przypominających te z Alhambry w Granadzie (czyli kolorowe mozaiki i azulejos). 

Największe atrakcje Belem są jednak tuż nad rzeką. Rzesze turystów podziwiają ogromny Pomnik Odkrywców, który ma upamiętniać największe odkrycia geograficzne Portugalczyków – Ferdynanda Magellana czy Vasco da Gamy. Można wejść do środka i wdrapać się na górę pomnika, ale my nie miałyśmy na to ochoty. 

 

Spacerkiem przeszłyśmy deptakiem wzdłuż Tagu. Po drodze usiadłyśmy na drinka by w spokoju posłuchać jazzmana pięknie grającego na saksofonie. Po chwili relaksu ruszyłyśmy dalej i dotarłyśmy do słynnej Wieży Belem. Ta urokliwa budowla, która mi się trochę kojarzyła z Disneyem, pochodzi z 1520 r. Tu również nie wchodziłyśmy do środka tylko podziwiałyśmy z zewnątrz. Usiadłyśmy sobie pod drzewkiem i odpoczywałyśmy w cieniu. 

Po powrocie do centrum Lizbony na Praca do Comercio złapałyśmy tuk tuk (których znajdziecie tu wiele i w różnej wielkości). Wspólnie z kierowcą określiliśmy co chcemy zobaczyć, czas (1h) i cenę (20€). Najpierw przejechaliśmy bardzo ładną uliczką Marques Ponte de Lima, a następnie dotarliśmy chyba do najpiękniejszego punktu widokowego w Lizbonie – Miradouro da Nossa Senhora do Monte. Tu miałyśmy kilkanaście minut na delektowanie się przepięknym widokiem. Z tego co mówił nasz kierowca to ten punkt widokowy jest najwyżej położonym. Widać stąd centrum miasta, zamek, most, Santuario Nacional de Cristo Rei, punkt widokowy na którym byłyśmy dzień wcześniej –  Miradouro de Sao Pedro de Alcantara. To miejsce jest wspaniałe, polecam wszystkim. Idealny spot na romantyczną randkę ;) Wracając do naszej wycieczki. Po powrocie do tuk tuka kierowaliśmy się w dół. Bardzo ładny był kościół Sao Vincente de Fora. Przejechaliśmy wąską uliczką tuż przy kościele (Arco Grande de Cima) i dotarliśmy na Pchli Targ. Nie było czasu na obejrzenie stoisk, ale kierowca nam powiedział, że to jeden z fajniejszych pchlich targów w Lizbonie. Następnie przejechaliśmy przez dzielnicę Alfama. Jest tu dużo wąskich uliczek więc zdecydowanie lepiej zwiedzać pieszo, ale przynajmniej miałyśmy lekki zarys jak wygląda to miejsce. Poprosiłyśmy by nasza wycieczka skończyła się pod Katedrą Se, bo ją też chciałyśmy zobaczyć. Z zewnątrz ta najważniejsza katedra w Lizbonie trochę przypomina Notre Dame. W środku sporo ludzi, akurat zakładali kwiatowe dekoracje. Pokręciłyśmy się jeszcze chwilę po Alfamie i wróciłyśmy do hotelu. Wieczorem wybrałyśmy się na kolację. Wreszcie udało się spróbować słynnego Bacalhau a Bras (czyli suszony dorsz z ziemniakami, cebulą i jajkami – proste i smaczne). Nie pamiętam jak się nazywała knajpa, ale polecam udać się na ulicę Tv. do Forno i Rua as Portas de Santo Antao – same restauracje. 

 

Będąc w Lizbonie chciałam zobaczyć jak najwięcej punktów widokowych – po prostu tak mam, że lubię się napawać pięknym widokiem :D Znalazłam nawet stronkę gdzie macie opisane 30 takich miejsc! a to jeszcze nie wszystkie bo brakuje np. dos Monte Claros i pewnie wielu innych, o których wiedzą tylko miejscowi (http://www.lisbonlux.com/lisbon/miradouros.html) Nam starczyło czasu tylko na kilka więc następnym razem będę miała jeszcze duuużo nowych miejscówek do odkrycia ;)  Dodatkowo następny pobyt w Lizbonie wykorzystam na pewno na całodniową wycieczkę do miejscowości Sintra – bajkowe miejsce, i nadmorskie Cascais! Nie udało się również przepłynąć na drugą stronę rzeki, posłuchać fado, ani odwiedzić knajpek, o których słyszałam dużo dobrego (O Piteu da Graca przy Largo da Graca czy Bar Park przy Calcada do Combro). Jak pytałam Was na Instagramie o restauracje w centrum Lizbony to polecaliście O Marques i A Provinciana – obie na ulicy Tv. do Forno (obie podczas mojego pobytu były zamknięte). Mi się nie udało – może następnym razem? A może Wy wykorzystacie te wskazówki i miło spędzicie czas w pięknej Lizbonie? Raz jeszcze polecam! 

   


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz