Tydzień na kanaryjskiej wyspie – Lanzarote

Wyjazd na Lanzarote był spontaniczny. Nie sądziłam, że wyląduję jeszcze w tym roku na Wyspach Kanaryjskich. W sumie poprzedni wyjazd na Ibizę też był dosyć spontaniczny i tym sposobem w ciągu ostatnich 3 miesięcy 2 razy „przypadkiem” trafiłam do Hiszpanii. Był to też kolejny wyjazd bez Piotrka, który w tym czasie ciężko pracował w Warszawie ;) Dlaczego Lanzarote a nie Fuertaventura, Teneryfa czy Gran Canaria? Powód jest banalny – najtańsze bilety czarterowe znalazłam właśnie do Arrecife. Mając wolny tydzień na przełomie listopada i grudnia chciałam polecieć gdzieś gdzie będzie trochę cieplej niż w Polsce i gdzie nie będzie za dużo do zwiedzania.. Wiem, że dziwnie to brzmi od zapalonego podróżnika, ale naprawdę czułam, że potrzebuję się wyciszyć i najzwyczajniej w świecie odpocząć nic nie robiąc. Sądziłam, że Lanzarote będzie idealnym miejscem „bo pewnie w 1-2 dni zobaczy się wszystkie najciekawsze miejsca, a resztę czasu będę leżeć”. Stało się trochę inaczej ;)

Lanzarote jest tak piękną wyspą, że spokojnie 2 tygodnie można ją odkrywać  i każdego dnia znajdzie się jakiś skarb. Jest kilka malowniczych plaż, sporo szlaków pieszych (część z nich wiedzie przez wulkany), szlaki rowerowe, urokliwe miasteczka, przepiękne punkty widokowe, knajpy z obłędnym jedzeniem, winnice, park narodowy  i super miejsca do podziwiania zachodu słońca. A jeżeli lubicie sporty wodne to Lanzarote, podobnie jak i Fuerta, to raj dla surferów. Z powyższego opisu możecie łatwo wywnioskować, że plan wyciszenia i nic nie robienia legł w gruzach ;) i dobrze. Przecież nie od dziś wiem, że najlepszy wypoczynek to aktywny wypoczynek i taki był właśnie ten wypad. Ci co śledzili Snapa PARAGRAW mogli się o tym przekonać ;)

Zacznę od początku. Podczas lotu z Warszawy mieliśmy niecodzienny przypadek kiedy pasażerka postanowiła zapalić papierosa w toalecie! I to nie elektronicznego, a zwykłego.. Skończyło się to wygłoszeniem przemówienia przez kapitana, mandatem w wysokości 2000 EUR oraz „powitaniem” przez hiszpańską policję, która czekała na tą panią przy wyjściu z samolotu. To taka informacja ku przestrodze gdyby komuś zachciało się zapalić w czasie lotu ;)

Lot ENTER Air zakupiłam na stronie TUI, natomiast czertrował go też Rainbow Tours więc jeżeli szukacie tanich biletów to warto wchodzić na strony różnych biur podróży bo ceny się różnią. Hotel tradycyjnie rezerwowałam przez Booking.com i najtańsza opcja okazała się całkiem przyzwoita i jeżeli nie przeszkadza Wam towarzystwo brytyjskich emerytów to polecam hotel Siroco Club w Costa Teguise. Z rzeczy dla mnie istotnych w pokoju nie odnotowałam obecności żadnego robaka i było czysto. Aneks kuchenny się sprawdził do przygotowywania śniadań. Basen w ośrodku nie był podgrzewany, ale woda nadal cieplejsza niż w Bałtyku ;) Na miejscu jest mini golf, wypożyczalnia rowerów i kort tenisowy (z tego ostatniego nie korzystałam). Sama miejscowość jest fajną bazą wypadową, ale nie liczcie tam na klimat rybackiej wioski ;) To sztucznie stworzony kurort, jest czysto i przyjemnie dla oka. Znajdziemy tu 4 plaże, również z jasnym piaskiem. Ma niezłe połączenia autobusowe z resztą wyspy (rozkład jazdy dostępny jest TU), a ceny biletów zaczynają się od 1,40€ za przejazd do stolicy. Blisko jest też do lotniska gdzie dostaniemy się autobusem z przesiadką w Arrecife na przystanku Guaguas łącznie za 2,80€ lub taksówką za ok. 15€. Tanio można wynająć samochód. Skorzystaliśmy z wypożyczalni „Pay less car” i Fiat Panda (jak by inaczej?) na 2 dni kosztował 50€. Był to najprostszy wynajem z jakim miałam do czynienia. Nie chcieli depozytu, ani danych karty kredytowej. A przy oddawaniu pracownik nawet nie wyszedł zobaczyć czy samochód jest cały. Na Trip Advisor można znaleźć info o dobrych knajpach w Costa Teguise. Polecam El Navarro i włoską Portobello. Inną rewelacyjną knajpę znajdziecie w El Golfo. Nazywa się Casa Rafa Restaurante de Mar i serwują tam rewelacyjne ryby i owoce morza. Co do pogody to była prawie idealna ;) Temperatura ciągle ponad 20. W listopadzie i grudniu najmniej wieje więc nie urywało głowy (może trochę przy samej wodzie). Przyczepić się mogę jedynie to tego, że ze 2 dni były pochmurne. Dodatkowo w zimowych miesiącach na Lanzarote i Fuertaventurze występuje zjawisko zwane Kalima. To piasek z Sahary, który w wersji łagodnej wygląda jak smog wiszący w powietrzu. W wersji mniej łagodnej mocno wieje, piasek jest wszędzie a wraz z nim przylatuje np. szarańcza. Z rzeczy które warto przywieźć polecam alkohole ;) a mianowicie Ronmiel (w wersji klasycznej i w postaci kremu – mniam!) oraz wina.

Drugiego dnia pobytu postanowiliśmy wejść na pobliski wulkan (Tinaguache). Zajęło nam to ok. 3h (musiał być czas na zdjęcia, snapy i krótki piknik :P) Widok oczywiście piękny, a satysfakcja jeszcze większa. Miałam pewne obawy co do zejścia bo ślizganie się po spadających kamykach nie należy do przyjemności i utrzymanie równowagi wymagało ciągłego skupienia. Udało się jednak zejść bez kontuzji i zajęło może 45 min. Kolejny dzień upłynął na przejażdżce rowerowej po okolicy Costa Teguise. Objechaliśmy wszystkie plaże, czyli Playa de las Cucharas, Playa del  Jablillo (naj), Playa Bastian i Playa de los Charcos. Dojechaliśmy do Palacio de la Mareta, czyli letniej rezydencji króla Hiszpanii i na tym skończyliśmy naszą wycieczkę.

Na 2 ostatnie dni wypożyczyliśmy samochód i jednego dnia objechaliśmy północno – wschodnią część wyspy. Zaczęliśmy od wybrzeża rezerwatu La Corona, gdzie nie ma żadnej zabudowy tylko co kilka kilometrów inny rodzaj plaży. Są tu bielutkie plaże, płytka woda w kolorze błękitnym, sporo roślin i krajobraz jakiego nie widziałam nigdy wcześniej. Droga doprowadziła nas w końcu do miejscowości Orzola i dalej do długiej, pustej i niezwykle urokliwej plaży surferów. Z jednej strony jest wysoka ściana wzniesienia, które oddziela tę plaże od kolejnej, a z drugiej białe domki Orzoli. W oddali widać kawałek wyspy La Graciosa, a dokładniej miasteczko Pedro Barba. Postanowiliśmy się przejść po skałach i tym sposobem odkryliśmy jaskinię oraz mogliśmy się cieszyć przepięknym widokiem na ocean i szumem fal.  Tu chyba widzieliśmy najbardziej turkusowy odcień wody. Dalej skierowaliśmy się w stronę punktu widokowego, a drogę umilały nam widoki winnic i pozostającej w dole Orzoli. Punkt widokowy Mirador del Rio jest płatny (4,5€), ale tuż obok jest uliczka, idąc którą mamy ten sam widok za darmo.. A widok jest niczego sobie bo na wyspę La Graciosa i jej wulkany oraz miejscowość  Caleta del Sebo i port – coś pięknego. Po drodze do Harii był jeszcze jeden punkt widokowy w miejscowości Guinate, trochę mniej spektakularny niż poprzedni. W samej Harii nie mieliśmy zamiaru się zatrzymywać, ale zgłodnieliśmy. I bardzo dobrze bo nie dość, że przeszliśmy się po tym uroczym miasteczku, które leży w dolinie w otoczeniu gór i palm, to jeszcze uraczyliśmy się pysznymi tapasami. A być w Hiszpanii i nie zjeść tapas to zbrodnia ;) Dzień prawie się kończył a my chcieliśmy zobaczyć jeszcze Teguise i zamek Św Barbary, który jest ulokowany na wzgórzu. Niestety do zamku nie udało się wejść bo był tam plan zdjęciowy, ale z zewnątrz też wyglądał ciekawie (najmniejszy zamek jaki widziałam) i widok zachodzącego słońca nad Teguise musiał nam wystarczyć.

Kolejny dzień to zwiedzanie południowo – zachodniej części wyspy. Zaczęliśmy od Parku Narodowego Timanfaya, gdzie nie da się zapłacić za wjazd kartą płatniczą, więc miejcie gotówkę, bo inaczej będziecie musieli wracać do miejscowości Yaiza, by szukać bankomatu – jak ja ;) Bilet wstępu to wydatek rzędu 9 EUR. Na szczęście to niecałe 10 km więc szybko zawróciliśmy. Po dotarciu na parking przesiedliśmy się do autobusu bo tylko w ten sposób można zwiedzać park. Objazd (Ruta de los Volcano) trwa ok. 30 min, informacje są podawane w języku angielskim, hiszpańskim i niemieckim. Widoki są niesamowite i naprawdę ma się wrażenie, że jest się na księżycu. Z ciekawostek obecny wygląd parku jest konsekwencją wybuchów z XVII w kiedy ok. 300 wulkanów wybuchało non stop przez 6 dni. W głównym punkcie widokowym (tu gdzie wsiada się do autobusu) jest restauracja El Diablo, gdzie do gotowania potraw wykorzystuje się ciepło wulkanu. O tym jak gorąco jest kilkadziesiąt metrów pod stopami można się przekonać gdy personel parku wrzuca do otworu o głębokości ok. 5m siano i po chwili ono się zapala. Inny sposób to wlanie do szczeliny ziemi kubełka wody, która po 2 sekundach zostaje wyrzucona na zewnątrz co wygląda jak gejzer. Po opuszczeniu parku udaliśmy się do miejscowości El Golfo gdzie trafiliśmy do najlepszej restauracji, która serwowała ryby i owoce morza, a następnie przeszliśmy się pieszo do Lago de los Clicos (inaczej to miejsce jest nazywane Laguna Verde). To zielone jezioro, które znajduje się we wnętrzu wulkanu. Jednak nie wygląda to jak typowy wulkan ponieważ została tylko jedna ściana, a reszta się „wykruszyła”. Poza jeziorem i otaczającymi je kolorowymi skałami można podziwiać małą zatokę z czarną, żwirkową plażą i wyciągniętymi na brzeg łódkami rybaków. Kolejnym przystankiem było Los Hervideros. Miejsce niezwykle urokliwe. Powstało w wyniku zastygania spływającej do wody lawy, która przez lata wietrzała tworząc jaskinie, szczeliny i tunele. Po opuszczeniu Los Hervideros minęliśmy największą na wyspie wytwórnię soli Salinas de Janubio, która wygląda jak pole kolorowych kwadratów. Naszym punktem docelowym tego dnia była miejscowość Playa Blanca. Po dotarciu na miejsce odwiedziliśmy najpierw plażę Flamingo, do której prowadzi ulica niczym z Los Angeles (skojarzenie z wysokimi palmami zasadzonymi w rzędzie). To była ładna plaża z błękitną wodą i jasnym piaskiem. Mieści się w centrum miasta. Postanowiliśmy jednak pojechać 10 km dalej, na plażę Papagayo. Miejsce, do którego kilka ostatnich kilometrów jedzie się drogą szutrową. Położone w środku niczego, w pustynnym terenie, beż żadnego zabudowania. Miejsce gdzie obok siebie jest kilka pięknych plaż oraz skąd zachód widać najpiękniej kiedy słońce chowa się w oceanie tuż przy Fuertaventurze.

 


1 Komentarz

  1. Pięknie pokazaliście ten kraj i miejsce <3 Lanzarote jest absolutnie na liście miejsc, które chciałabym zobaczyć i przeżyć.Pozdrawiam ciepło!

Napisz Komentarz