SARDYNIA cz. 2 – Spiaggia Brandinchi, La Maddalena i Caprera

Witam ponownie na Sardynii! W poprzednim poście mogliście przeczytać gdzie, z kim i kiedy przyleciałam na tę piękną wyspę. Tutaj opiszę Wam naszą dalszą podróż. Po opuszczeniu Baunei ruszyliśmy przed siebie drogą nr 125, która biegnie wysoko w górach. Widoki piękne, chociaż moja mama chyba nie bawiła się najlepiej bo ma lęk wysokości jeszcze większy niż ja i jechała z zamkniętymi oczami ;) Za Dorgali skręciliśmy w SP38 i po paru kilometrach zatrzymaliśmy się przy hotelu Cedrino. Naszym oczom ukazał się piękny widok na jezioro Cedrino i wysokie góry Supermonte. Widzieliśmy kajaki na drugim brzegu więc zapewne organizują tu spływy. 

Opisując dalej naszą trasę, wjechaliśmy na SS131 i przed samą Olbią odbiliśmy na plażę Brandinchi. Zapłaciliśmy za wjazd 2 € (za parking) i po przejściu kilkudziesięciu metrów byliśmy na długiej, ale dosyć wąskiej, przez co zatłoczonej plaży. Na miejscu bardzo nam się spodobało. Woda była błękitna, czysta i ciepła, a to pewnie dlatego, że jest płytko. Znajdziecie tutaj płatny prysznic (1€), toalety oraz dosyć duży bar z kanapkami, sałatkami, owocami i napojami. Miejsce idealne na całodniowe plażowanie, ale jak to w sezonie bywa, sami nie byliśmy. 

Ciekawostka. Trochę bardziej na południe jest też fajna plaża, nazywa się Cinta. Jest bardzo długa, dzięki czemu nie leży tam człowiek na człowieku ;) Są też większe fale czyli można spodziewać się amatorów kitesufringu. 

Jeszcze tego samego dnia chcieliśmy dojechać do miejscowości Palau, żeby wsiąść na prom na La Maddalenę. Udało się kupić bilety i wypłynęliśmy o 17:45 z Palau. Za nasz samochód + pasażerów zapłaciłam 50€ (linia „Maddalena Lines”). Co ciekawe, w drodze powrotnej, korzystając z „Delcomar”, ten sam bilet kosztował 28€! Podróż promem trwała ok 15 min i bardzo wiało. Na La Maddalenie mieliśmy wynajęty przez Airbnb mieszkanie w dzielnicy Moneta. Jak dla mnie lokalizacja super. Do centrum 15 min pieszo lub 2 min samochodem. Do najbliższej plaży na Isola Giardinelli – 2 km, a do mostu łączącego La Maddalenę z Caprerą – 1 km. Na La Maddalenie spędziliśmy 2 dni. Pierwszy wieczór zaskoczył nas… temperaturą! Nie spodziewałam się, że zmarzniemy w sierpniu na Sardynii. A jednak, na La Maddalenie jest wietrznie i dosyć rześko po zachodzie słońca więc sweter lub bluza na pewno się przyda. Pierwsza kolacja była nauką cierpliwości.. Jak nas uprzedzała wcześniej Maria Laura z Baunei, Włosi z natury się nie spieszą i trzeba być wyrozumiałym jeżeli przyjdzie nam gdzieś dłużej poczekać, np. na kelnera. I faktycznie tak było na La Maddalenie, że na każde podejście kelnera trzeba było czekać minimum 30 min (aż przyniesie menu, zapisze zamówienie, przyniesie napoje, przyniesie jedzenie, przyniesie rachunek, odbierze płatność i mijają 3 godziny, a my trochę marzniemy). I ten wzrok mojego taty… ;) Następnego dnia kolację przygotowaliśmy w naszym mieszkaniu i była rewelacyjna: ryba, kalmary, krewetki, kurczak, wino, itd. Jeżeli chodzi o zwiedzanie to byliśmy na Isola Giardinelli, która jest połączona z La Maddaleną wąską drogą. Najpiękniejszą plażą jest tutaj Capocchia du Purpu (niestety nie mam zdjęcia). 

Najbardziej zależało mi jednak na sąsiedniej wyspie – Caprerze. Jest tam kilka fajnych szlaków, a na ich końcach malownicze plaże. Po Caprerze można poruszać się samochodem po wąskich drogach, ale jest problem z zaparkowaniem przy szlakach. Na początek zdobyliśmy plażę na północy wyspy – Napoletanę. Szlak jest prosty i przyjemny. Napoletana jest pięknie położona między wielkimi głazami, a jedyne co nam przeszkadzało to silny wiatr. Nie odmówiłam sobie jednak przyjemności popływania w tym miejscu. Po powrocie do samochodu mieliśmy jeszcze w planie dojść na kolejną plażę – Coticcio. Udało się całkiem sprawnie zaparkować samochód, przeszliśmy ok 35 min już po trochę trudniejszym szlaku i niestety 5 min od celu zawróciliśmy. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, ale tej plaży nie udało się zobaczyć i z fochem wróciłam do samochodu ;) Mam nadzieję, że kiedyś uda się tam dotrzeć, żeby naprawić to wspomnienie – to aluzja do sprawcy focha i nie są to moi rodzice. Jeżeli będziecie się tu wybierać to miejcie na uwadze, że droga na plażę zajmuje ok 45 min, a z powrotem ok 1 h. Od pewnego momentu szlak jest dosyć stromy i w osłupienie wprawił mnie widok pary z niemowlakiem na plecach, kilkuletnim dzieckiem za rękę i mnóstwem bagażu, starających się wdrapać na górę. Takiej formy nie polecam. 

Co do samej La Maddaleny to jest to miejsce przepiękne. Zarówno miasteczko zachwyca, jak i okoliczne wysepki. Cały Archipelag La Maddalena ma o wiele więcej do zaoferowania, jeszcze więcej pięknych plaż, pustych zatoczek i turkusowej wody. Trzeba tylko wybrać się na takie zwiedzanie łodzią, a ofert znajdziecie sporo w porcie. Nam czas nie pozwolił na więcej więc po 2 dniach opuściliśmy Magdę i ruszyliśmy dalej, o czym w następnym poście. 

 


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz