Miami Beach, FL, USA

Miami Beach to mieszanka wybuchowa wakacyjnego nastroju, latynoskiego entuzjazmu, stylu Art Deco, pięknych plaż z lazurową wodą, szumiących palm, boskich ciał (oraz tych mniej boskich..), narkotykowego biznesu na ulicach, karaluchów, głośnej muzyki, bardzo przeciętnego jedzenia po zawyżonych cenach, wilgotnego klimatu i amerykańskiego luzu. Tu wszystko się przeplata, w dzień i w nocy. Za dnia ludzie się wylegują na plaży, uprawiają sport, odpoczywają w Lummus Park. Od rana pije się Margarity i wszyscy mają dobry humor – Hello „Fat Tuesday” 😉 Popołudnie to czas na zakupy, kiedy kobiety polują na wyprzedaże. Wieczorem wyszykowani wczasowicze mieszają się z wyszykowanymi miejscowymi stojąc w kolejkach do klubów. Najbardziej w oczy rzucają się czarnoskóre diwy – nie można oderwać od nich wzroku. Od ich strojów, peruk, makijażu, sztucznych paznokci, wysokich obcasów i tych niepowtarzalnych gestów. Tutejsze imprezy są zdominowane przez reggaetony, R’n’B, hip-hop i pop – wszystko na jednej tacy.. Kluby przy Ocean Drive na pewno nie są najlepszymi, jakie widzieliśmy. Najbardziej znośnym był chyba Ocean’s Ten – na powietrzu. Nie przypadł nam natomiast do gustu klub Mango’s Tropical Cafe – pełen prawie nagich kelnerek i z bardzo słabą muzyką. To co nam się podobało najbardziej to plaże South Beach. W porównaniu z zachodnim wybrzeżem tu mamy cieplejszą wodę, i to w pięknym, turkusowym kolorze. 

 


1 Komentarz

  1. Ale świetnie! Moim marzeniem są podróże więc wasz blog może służyć mi za swego rodzaju przewodnik 🙂

Napisz Komentarz