Izrael cz. III – Morze Czerwone

Pierwszy raz mieliśmy okazję zobaczyć Morze Czerwone. Nie byliśmy nigdy np w Egipcie więc fakt, że mieliśmy posnurkować przy rafie koralowej w Ejlacie był ekscytujący :) Spodziewaliśmy się jedynie, że woda będzie mieć wyższą temperaturę, ale jej czystość wynagradzała tę drobną niedogodność. Pierwszego dnia wylegiwaliśmy się pół dnia na plaży miejskiej, w okolicy hotelu Dan Eilat. Podziwialiśmy widok na jordańską Akabę i lądujące tuż obok samoloty. Mieliśmy wątpliwą przyjemność odczuć trzęsienie ziemi, właśnie leżąc na plaży. Bardzo dziwne uczucie jak ziemia się przesuwa… Siła tego trzęsienia miała 5,2 stopnie i była odczuwalna nawet w Kairze. Wieczorem w Ejlacie można się wybrać do jednej z wielu knajp (znajdziemy te tanie z falafelem oraz bardzo drogie w okolicy pubu Three Monkeys) albo skorzystać z atrakcji wesołego miasteczka. Na tym chyba się kończy wieczorna oferta tego miasta ;) Kolejnego dnia udaliśmy się autobusem nr 15 na plaże tuż przy granicy z Egiptem, Princess Beach. Zajęliśmy sobie miejsce na pomoście i prawie cały dzień poświęciliśmy na skakanie do wody, snurkowanie z kolorowymi rybkami i opalanie. Tu woda miała zdecydowanie najpiękniejszy kolor. Będąc w Ejlacie mieliśmy w planie wypożyczyć samochód, aby objechać pobliski Timna Park. Niestety okazało się, że mamy niewystarczającą ilość środków na karcie kredytowej (na rezerwacji mieliśmy informację, że zablokują 1000 USD, a ostatecznie chcieli ponad 5000 PLN). 

 

  


1 Komentarz

  1. Piękna sprawa. Miałam okazję tam nurkować, z tym że po Egipskiej stronie mocy ;-) Żałuję tylko, że przez szkoleniowy charakter wyjazdu miałam wolne tylko jedno popoludnie… Pozdrawiam ;-)

Napisz Komentarz