Izrael cz. I – Jerozolima

Do Izraela wylecieliśmy w nocy (z 21 na 22 czerwca) i wylądowaliśmy w Tel Avivie o 3:30 rano.  Przeczekaliśmy ok. 1,5 h na lotnisku i udaliśmy się na pociąg, którym dojechaliśmy jedną stację do Tel Aviv – HaHagana. Stąd czekał nas króciutki spacer na dworzec autobusowy, który jest słabo oznakowany i znajduje się na 4 piętrze budynku, wyglądającego jak centrum handlowe. Zakupiliśmy bilety u kierowcy i po godzinie byliśmy już w Jerozolimie. Czekając na autobus podziwialiśmy różne oblicza tutejszego społeczeństwa. Najmocniej wybijają się żołnierze, ortodoksyjni Żydzi, „modna” młodzież i przyjezdni z całego świata. Do hotelu pomogła nam trafić dziewczyna poznana w autobusie – miłe :) Zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy pozwiedzać. Przeszliśmy ulicą Jaffa do Starego Miasta, do którego weszliśmy właśnie bramą Jaffa. Spacer zaczęliśmy od dzielnicy chrześcijańskiej, która była najspokojniejsza, czysta i w zasadzie pusta. Następną była dzielnica muzułmańska, gdzie oczywiście było gwarnie, tłocznie i trochę niechlujnie. Trafiliśmy na ramadan więc nie wpuszczono nas nawet pod Wzgórze Świątynne, nie mówiąc o Kopule na Skale. Uparliśmy się, że ją zobaczymy więc jak nie z dołu to z góry ;) Skierowaliśmy się w stronę Góry Oliwnej po drodze mijając Grób Najświętszej Marii Panny. Wejście pod górę w upale nie należy do przyjemnych, ale warto bo widok na Jerozolimę jest przepiękny. Oczywiście na tle miasta wyróżnia się złota kopuła z niebieską fasadą Kopuły na Skale. Wrażenie robi też stary cmentarz żydowski, który znajduje się tuż pod balkonem widokowym. Po zejściu z Góry Oliwnej wróciliśmy na Starówkę, a dokładnie weszliśmy do dzielnicy żydowskiej i od razu trafiliśmy pod słynną Ścianę Płaczu, która ma wydzieloną część dla kobiet i dla mężczyzn. Wyobrażaliśmy sobie to miejsce jako większe i z bardziej modlitewną atmosferą. Na miejscu jest głośno, biegają i krzyczą dzieciaki. Ostatnią była dzielnica ormiańska z bardzo wąskimi uliczkami i wyglądająca trochę jak mix pozostałych trzech. Wróciliśmy do miejsca, w którym zaczęliśmy zwiedzanie i tą samą drogą wróciliśmy do hotelu. Była chyba 16:00, a ja (N) po nieprzespanej nocy (spędzonej w samolocie i na lotnisku) i całym dniu zwiedzania w słońcu – odpłynęłam i zasnęłam. Obudziłam się ok. 18:00, szybkie szykowanie i wyszliśmy z hotelu w poszukiwaniu jedzenia. Trafiliśmy do knajpy Green Village, gdzie za 46 szekli można zjeść tyle ile się nałoży na talerz. Spodobała nam się ta opcja bo mogliśmy popróbować różnych miejscowych specjałów. Wszystko było pyszne! Trochę się wyletniliśmy , a okazało się, że wieczorem temperatura mocno spada i wcale nie jest ciepło. Nie mieliśmy więc ochoty na spacer bo było nam zimno. Wracając kupiliśmy trochę miejscowych słodyczy i usiedliśmy pod hotelem by posłuchać mini koncertu jazzowego, który odbywał się w restauracji obok. Takie zakończenie dnia :) Jerozolima zdecydowanie warta jest kolejnego odwiedzenia.

 

 


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz