GWADELUPA cz. IV (Grande Terre: Pointe des Chateaux, Porte d’Enfer) + podsumowanie

To już ostatni post o Gwadelupie. Tym razem opowiem trochę o wycieczkach po Grande Terre, o tym gdzie warto pojechać i co zobaczyć. Na koniec pozwolę sobie na krótkie podsumowanie, kilka ciekawostek i nieco praktycznych porad :) Mając samochód i noclegi w Sainte-Anne wybraliśmy się na 2 całodniowe wycieczki, podczas których zobaczyliśmy Pointe des Chateaux, La Porte d’Enfer, Pointe de la Grande Vigie, cmentarz Morne-a-l’Eau, plaże: Laborde, du Souffleur oraz la Datcha w Gosier.

Pointe des Chateaux jest największą atrakcją turystyczną na Grande Terre i są to duże skały wystające ponad taflę oceanu, które wyglądają bardzo intrygująco i nieco dramatycznie ;) Po dotarciu na miejsce (i zaparkowaniu samochodu na parkingu gdzie jest sporo miejsca) naszym oczom ukazał się przepiękny widok wielkiej, pustej plaży z ogromnymi falami, na której końcu znajduje się wzniesienie z ogromnym krzyżem i skałami wystającymi z oceanu w tle. Coś pięknego. Pierwsze kroki skierowałam wraz z koleżanką prosto na wzniesienie z krzyżem gdzie widok we wszystkie strony był obłędny, ale „najciekawszym” było obcowanie z praktykami… Voodoo! Nie, my nie brałyśmy czynnego udziału w żadnych rytuałach, ale widziałyśmy martwe kury z podciętymi gardłami, które zostały złożone przez miejscowych w ofierze tuż pod katolickim krzyżem razem z kokosami.. Widok nieprzyjemny, o zapachu nie wspominając. Abstrahując od martwego drobiu warto było wdrapać się na ten punkt widokowy. Widok z tych urwisk i panorama Grande Terre robi wrażenie. Po zejściu na plażę spędziliśmy trochę czasu na walce z falami w oceanie. Momentami było dosyć niebezpiecznie bo fale mają tu ogromną siłę i często dochodzi do wypadków, ale trzymając się względnie blisko brzegu można miło spędzić czas i ochłodzić się.

Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze na północ. Najpierw dotarliśmy na plażę w La Porte d’Enfer. Woda w tej zatoce jest płytka na długości ok 1 km, gdzie zaczyna się otwarty ocean. Jest plaża z knajpą i leżakami, a idąc dalej również napotkamy wejścia do wody oraz miejsca piknikowe i ławki wzdłuż szlaku. A szlak prowadzi do ciekawego punktu, gdzie nad urwiskiem można obserwować jak fale oceanu uderzają w ścianę wodnej jaskini. Ciężkie do opisania, zdjęcia też nie do końca oddają urok tego miejsca więc jak nic trzeba jechać by zobaczyć na własne oczy ;) Opuszczając to miejsce zatrzymaliśmy się jeszcze przy punkcie widokowym i z dużej wysokości mogliśmy podziwiać tę zatokę z lazurowo-granatową wodą na tle wysokich skał. Kolejnym przystankiem było miejsce wysunięte najbardziej na północ czyli Pointe de la Grande Vigie. Jest tam krótki szlak, którym w 10 minut można zobaczyć widoki z 2 stron tego cypelka. Niestety podczas naszej wizyty mocno się rozpadało i wrażenia nie były tak spektakularne.

Przejechaliśmy na południe zachodnim wybrzeżem Grande Terre i zatrzymaliśmy się przy Anse Laborde czyli pięknej, długiej plaży. Trochę się rozpogodziło więc mogliśmy chwilę się nacieszyć tym miejscem. W spokoju, bo nie było tam prawie nikogo. Chcieliśmy jednak jeszcze tego dnia zobaczyć dosyć popularną Plage du Souffleur, która znajduje się kilka kilometrów na północ od miejscowości Port-Louis. Dojechaliśmy tam ok 2h przed zachodem słońca. Nie padało, ale było dosyć wietrznie i nie aż tak ciepło by wchodzić do wody. Posiedzieliśmy więc pod palmami na plaży, popatrzyliśmy na miejscowych (np. na zajęcia fitness, które były prowadzone nad brzegiem oceanu o zachodzie słońca), i po zachodzie wróciliśmy do Sainte-Anne. Plage du Souffleur jest warta polecenia chociażby ze względu na piękny widok na Basse Terre i jako super miejscówka do podziwiania zachodu słońca. 

Druga wycieczka trwała pół dnia. Pojechaliśmy do Gosier, auto zostawiliśmy ponad 1 km od plaży bo nie mogliśmy znaleźć nigdzie wolnego miejsca parkingowego. Przyznam, że ta plaża nie urzekła nas specjalnie. Była wąska i krótka, przez co przy większej ilości turystów każdy leży obok siebie więc średni to relaks. Natomiast kolor wody i gładki piasek na dnie bardzo na plus. To co jest ciekawe na plaży la Datcha to oddalona o kilkaset metrów mała wyspa Ilet du Gosier, na którą osoba o dobrych umiejętnościach pływania spokojnie dotrze wpław. Jest też opcja dopłynięcia łódką za niewielką opłatą. Na miejscu mini wyspa z palmami, białym piaskiem i turkusową wodą. W zestawie jeszcze trochę rodzin z małymi dziećmi, więc o ciszę i spokój może być ciężko ;) My się nie wybraliśmy, ale informacje pozyskaliśmy od miejscowego kolegi. Wracając zobaczyliśmy cmentarz Morne-a-l’Eau, który jest zupełnie inny niż te spotykane w Europie. Nie wchodząc w szczegóły zobaczcie po prostu na zdjęciach. A z informacji praktycznych: wejście oczywiście nie jest płatne, nie ma parkingu więc samochód trzeba zostawić przy sąsiedniej ulicy (albo na chodniku jak miejscowi). Wracając  

 

PODSUMOWANIE

Na tym kończy się nasza przygoda na Gwadelupie, jednej z przystępniejszych karaibskich wysp, która kształtem przypomina motyla. Zdecydowanie nie jest to miejsce tanie, bo ceny nie różnią się od tych w Paryżu. Standard ogólny wyspy (knajpy, drogi, noclegi) jest troszkę poniżej europejskich, nie biorąc pod uwagę najdroższych pięciogwiazdkowych hoteli czy restauracji, bo tam nawet nie byliśmy, ale na podstawie ogólnej, dwutygodniowej obserwacji. Chociaż jak porównam drogi do Polskich to zdecydowanie mają lepsze ;) a my niby też Europa.. Jak możecie się domyślać po lekturze tych 4 postów, Basse Terre bije na głowę Grande Terre i jeżeli mielibyśmy wrócić na Gwadelupę to tylko na Basse Terre. Tylko tu można poczuć się jak w prawdziwej dżungli, a te wszystkie wodospady, czarne plaże, wulkan, tropikalna roślinność sprawiają, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Wyspa, ze względu na bliskie położenie Jamajki, jest mocno rastamańska. Kultura ta ze wszystkimi aspektami mocno zakorzeniła się na Gwadelupie. Wszędzie dredy, zapach marihuany, rasta kolory na ubraniach i na murach, a muzyka to głównie reggae oraz dancehall, reggaeton i zouk. Co do miejscowych to przyznam, że przed wyjazdem dużo czytałam o nastawieniu czarnej ludności Gwadelupy do białych i opisy ludzi jak byli traktowani dlatego, że są biali nie napawały optymizmem. Jechałam więc z nastawieniem, że nie będę się im narzucać swoją osobą i liczyłam się z tym, że momentami może być niemiło. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu nie spotkała nas ani razu nieprzyjemna sytuacja. Owszem, może momentami w naszej kulturze rozmówca by się np. uśmiechnął, a oni nie tego nie robili, to zachowywali się względem nas poprawnie. Myślę też, że niechęć Kreoli jest głównie skierowana do białych Francuzów. Kiedy widzieli, że mają do czynienia z niefrancuskojęzycznymi białymi turystami to traktowali nas ok. Nie spotkaliśmy się też z naciąganiem czy namawianiem na zakup czegoś. Raz nawet pani sprzedająca soki i owoce sama zapytała czy nie chcemy z nią zdjęcia, bezpłatnie oczywiście. Wcześniej dostała od nas komplement na temat swojego wyglądu :) W trakcie karnawału poza kolorowymi paradami w większych miastach jest również kultywowany zwyczaj zatrzymywania ruchu kołowego przez przebraną młodzież. W Polsce były kiedyś takie bramki i jak jechała para młoda to musiała coś dać stojącym przy drodze ludziom by ci ich przepuścili. Tu podobnie. Dopóki nie dostaną po euro to nie zejdą z ulicy i będą tam tańczyć i grać na bębnach w stroju np. goryla ;) Wracając do parad. Przed wyjazdem widziałam na YT kolorowe pochody gdzie ludzie kolorowo ubrani tańczą na ulicach. My natomiast trafiliśmy na taką gdzie po zmierzchu ludzie szli ulicami w strojach moro i co chwilę ktoś robił straszny huk, jak się okazało powodował go strzał z bata o ziemię. Później jeszcze widzieliśmy jak mali chłopcy ćwiczyli to uderzenie przy plaży. Z ciekawostek, na wyspie prawie nie ma psów (jakieś małe rasowe pieski mają tylko biali Francuzi, ale mało ich). Czarnym mieszkańcom psy kojarzą się z czasem niewolnictwa, kiedy ich „właściciel” straszył ich psami. Po zniesieniu niewolnictwa psy zniknęły…  Jeżeli chodzi o zwierzęta na wyspie i w oceanie to wg miejscowych oraz wszystkich możliwych stron internetowych na Gwadelupie nic nas nie zje, ani groźnie nie ugryzie. Trochę mnie to zdziwiło jak zobaczyłam na tablicy przy plaży co żyje w oceanie (płaszczki, barakudy). No, ale ponoć nic z tego nie atakuje człowieka, nawet jak się z nimi nurkuje. A propos nurkowania. Chcieliśmy popłynąć na całodniową wycieczkę 10 km na południe od Pointe des Chateaux na niezamieszkałą wyspę, która jest parkiem narodowym, Petite Terre. Tam plaże i woda są najczystsze i jest mnóstwo ryb, pośród których się nurkuje. Niestety (dla przyrody „stety”) w trakcie naszego pobytu stwierdzono zniszczenie naturalnego środowiska w tym rejonie i do odwołania Park był zamknięty i żadna łódka nie miała pozwolenia na przypłynięcie na Petite Terre. Oczywiście spowodowane to było przez masową turystykę. Dobrze, że rząd jednak przekłada ochronę przyrody ponad zarobki bo są piękne miejsca na świecie (np. Phi Phi), które masowa turystyka pozbawiła ich pierwotnej magii. Wracając do samej Gwadelupy w pobliżu głównej wyspy są jeszcze mniejsze. Mieliśmy w planie będąc w Trois Rivieres na Basse Terre by popłynąć na całodniowy trip na małą wysepkę Terre de Haut, gdzie znajduje się twierdza Napoleona i kilka uroczych plaż. Jakoś zabrakło czasu. Nie popłynęliśmy również na bardzo popularną wśród turystów Marie-Galante, trochę większa od poprzedniej, plaże i spokój. Może teraz garść informacji praktycznych:

  • Wykupując ubezpieczenie w podróży zagranicznej należy wybrać to na cały świat, bo mimo, że to Francja to prywatne ubezpieczenie na Europę nie zadziała (karta EKUZ tak)
  • Jeżeli chcecie mieć internet w telefonie to podczas naszego wyjazdu (luty 2017) tylko Orange miało taką opcję. Play i T-Mobile nie mają transmisji danych, więc pakiet na EU dotyczy tylko połączeń i smsów.
  • Wynajmując samochód oczywiście wymagana jest karta kredytowa by wypożyczalnia zablokowała kaucję (tu 1200€), ale to nie wyjątek, na całym świecie tak jest.
  • W 90% przypadków napotkani ludzie nie znali angielskiego.
  • Płatność raczej gotówką (karta była akceptowana w supermarketach, restauracjach, sklepie z ubraniami).
  • Pogoda jest baaardzo zmienna. Deszcze zdarzają się też w tzw high season.
  • Największe ulewy są w nasze lato (czerwiec – sierpień) i wtedy zamożniejsi mieszkańcy lecą do Francji do rodziny. Na miejscu za to w tym czasie dojrzewają mango i awokado :P
  • Nocleg znaleźliśmy przez Airbnb. Na Bookingu wszystkie hotele były bardzo drogie.
  • Lecieliśmy Air France przez Paryż. Z Warszawy dolecieliśmy na de Gaulle’a, a później jechaliśmy autobusem Air France na lotnisko Orly. Na infolinii i na stronie uzyskaliśmy informację, że autobus jest odpłatny (ok 50 PLN), a wracając z Gwadelupy pani w check-in dała nam voucher na ten sam autobus mówiąc, że jest w cenie biletu! (a my mieliśmy już kupiony powrotny…)

Brak Komentarzy

Napisz Komentarz