GWADELUPA cz. III (Sainte-Anne, Caravelle, Plage de Bois Jolan)

Jak widać trochę czasu minęło od przyjazdu z Gwadelupy, a postów z Grande Terre nadal brak… To po części pokazuje mój stosunek do obu wysp: Basse Terre super – nie mogłam się doczekać by to wszystko opisać, pokazać. Natomiast Grande Terre nie zachwyciła aż tak bardzo, pogoda też była zmienna więc dłuższą chwilę trwało zanim zabrałam się do stworzenia tego posta. Nie mam zamiaru Was zniechęcać do tej części Gwadelupy bo z pewnością są tu też piękne miejsca więc postaram się je pokazać w jak najlepszym, ale prawdziwym świetle ;)

Naszą bazą wypadową, gdzie mieliśmy nocleg, było Sainte-Anne. Miejscowość fajnie położona do zwiedzania bo stąd mieliśmy blisko zarówno do głównej atrakcji Grande Terre – Pointe des Chateaux, jak i plaży w Gocier, cmentarza Morne-a-l’Eau czy Pointe-a-Pitre (do którego ostatecznie nie dotarliśmy). Mieliśmy tu przyjemną plażę publiczną, gdzie rosną palmy i jest całkiem sporo miejsca. W pobliżu kilka restauracji, mini targ i sklepy typu Carrefour. Jest tu również czyściutka plaża Caravelle, przy której jest duży ośrodek wypoczynkowy Club Med. Ta plaża ma swój urok, jest nieźle zagospodarowana, ale nie jest naturalna. W tym miejscu był brzydki, brudny cypel, który od nowa zagospodarowano przywożąc biały piasek i sadząc dużo palm. Miejscowi nie lubią tego miejsca, ale może się podobać. Wstęp jest bezpłatny, ale podobno przy bardzo dużej liczbie turystów czasami zamykają szlaban i plaża zostaje do dyspozycji jedynie gości tego hotelu. 

Jeżeli chodzi o plaże to nas urzekła oddalona o ok 10 km na wschód Plage de Bois Jolan. Dzika plaża, z dala od ulicy, zero budynków, same krzaki i palmy. Miejsce cudowne do odpoczynku. Jedyne do czego mogę się przyczepić to piasek na dnie nie był tak milutki jak w innych miejscach bo miejscami kamyczki były trochę ostre, ale dzięki temu woda nie muliła piachu i kolor był non stop turkusowy :) Tu spędziliśmy 2 dni i wszystkim polecamy to miejsce. Przed wejściem na plażę, gdzie ludzie parkują samochody, można kupić od lokalnych ciepły obiad z ciastem na deser lub domowe lody kokosowe. To na tej plaży widziałam pierwszy raz w życiu rybkę rozdymkę, która była właśnie „nadęta”, ale niestety martwa. W galerii poniżej same palmy ;) 

Wracając do samego Sainte-Anne nie jest to najpiękniejsza miejscowość na Gwadelupie, zabudowa nieciekawa, sporo sklepów, knajp, ale wieczorami raczej spokojnie. Przyjemna jest wspomniana wcześniej publiczna plaża, na którą w weekendy przyjeżdżają tłumy miejscowych. Można tu też kupić na mobilnych straganach Chi Chi – czyli Churros (tak nazywa się ten przysmak w Europie). Miejscowy targ jest przydatny by kupić pamiątki dla bliskich jak przyprawy, biżuterię, obrazy czy ubrania. Dostaniemy tu też świeże owoce i soki. My odkryliśmy na wysokości miejscowego kościoła ciekawy food truck z lokalnymi kanapkami, tzw. Bokit – na YouTube znajdziecie kilka przepisów jak zrobić w domu, ale ostrzegam – nie jest to danie FIT ponieważ jest smażone w głębokim tłuszczu jak pączek ;) Bardzo popularnym daniem jest po prostu kurczak z rożna. Dla nas również było to wygodną formą wyżywienia – do sklepu po ciepłego kurczaka, do piekarni po ciepłe bagietki i obiadek na plaży gotowy. Miasteczko ma połączenie autobusowe ze Pointe-a-Pitre, ale zdecydowanie wygodniej mieć wynajęte auto bo przymusowy pobyt w tym miejscu dłużej niż 3 dni może zmęczyć.. 

Niebawem dodam ostatni post z Gwadelupy. Będzie tam opis pozostałej części Grande Terre oraz kilka słów podsumowania. A następnie nadrobię Portugalię, bo wiem, że kilka osób czeka na ten post :)

  


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz