GWADELUPA cz. II (wodospady)

Kolejny post z francusko-karaibskiej wyspy Gwadelupy. A dokładniej jej zachodniej części - Basse Terre. O wulkanie, trekkingu i czarnej plaży przeczytacie TU. Kolejnym celem były wodospady w środku dżungli. Pierwszym, do którego dotarliśmy był Basin Paradise. Już Wam opisuję jak tam dojechać :) Jadąc drogą N1 skręcacie w D4 i po ok 8 km, za mostkiem, będzie po prawej stronie tablica i schody w dół. To tu! Samochód zaparkowaliśmy przy drodze jak inni turyści. Zejście zajmuje ok 15 min, a szlak prowadzi pośród pięknej, tropikalnej roślinności. Wszędzie liany, wielkie paprocie, liście bananowca wielkości człowieka i mnóstwo korzeni na powierzchni ziemi, które wiją się jak węże. Na miejscu można spędzić spokojnie pół dnia. Są duże głazy, na których turyści się rozkładają ze swoimi ręcznikami, a cień dają wysokie drzewa. Czas mija na kąpieli w czyściutkiej, chociaż dosyć chłodnej wodzie i skokach do niej. Zbiornik ma ponad 6 m głębokości w miejscu gdzie się skacze, więc jest bezpiecznie. Powrót pod górkę, więc już nie tak fajnie ;) 

Kolejnym punktem był wodospad nr 2 du Carbet. Jest jeszcze nr 1 i nr 3. Ze względu na czas zobaczyliśmy tylko ten i to z daleka. Wejście 3€. Idzie się bardzo prostym szlakiem, po drewnianych deskach lub równo ułożonych kamyczkach. Po drodze minęliśmy uroczy most pośród dzikiej roślinności – bardzo fotogeniczny. Dochodzi się do czegoś w rodzaju balkonu, który jest zagrodzony siatką więc tylko wychylając się mocno da się zobaczyć w pełni wodospad. Nas jednak zainteresowały wielkie głazy na rzece między tym balkonem a mostem. Prowadził tam trochę zarośnięty szlak. Przeskoczyliśmy z kamyka na kamyk i spędziliśmy chwilę w przepięknej scenerii, z wielkim wodospadem w oddali i malutkim tuż obok. 

Następnego dnia wodospady cd :) Najpierw Saut de la Lezarde. Mieści się w miejscowości Vernou i trafić tam nie jest łatwo. Zero znaków, ale znajdziecie go na google maps. Ostatnie zdjęcie w galerii obrazuje jak wygląda opuszczona posesja, przez którą należy przejść by wejść na szlak. Szlak nie jest długi, max 30 min marszu, na koniec stromo w dół. Wodospad jest oczywiście piękny, można pływać, a na dnie są duże kamienie więc przydadzą się buty, w których można wchodzić do wody. 

Ostatnim wodospadem, a jednocześnie tzw wisienką na torcie ;) był Cascade d’Acomat. Ten z kolei nie jest oznaczony na google maps, ale będąc w pobliżu miejscowości Acomat trzeba z drogi N2 skręcić w drogę, która też się nazywa Acomat i dalej jechać według znaków, których jest sporo. Ten wodospad był moim zdecydowanym faworytem, ale niestety było tam bardzo dużo turystów. Nawet 20 osób na tak małym obszarze sprawia, że przestaje być komfortowo. Myślę, że przyjazd tutaj w godzinach porannych byłby lepszym pomysłem. Wracając do samego wodospadu. Urzekł mnie kolor wody i otaczająca roślinność. Mogliśmy też popatrzeć na miejscowych, którzy skakali z kilku metrów do wody – my się nie odważyliśmy (na oko ok 8-10 m). 

Na koniec tego dnia pojechaliśmy na plażę Grande Anse w Deshaies. Sporo ludzi, ale też bardzo dużo miejsca bo plaża jest naprawdę długa. Woda czyściutka, ogromne fale, dużo palm. To było dobre miejsce na zakończenie tego dnia widokiem zachodzącego słońca :) 

A już w „następnym odcinku” przeniesiemy się na Grande Terre. Będzie dużo rajskich widoczków :) 

 


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz