Greckie wyspy – MYKONOS

Ledwo zaczęła się jesień, a ja już potrzebowałam słońca. Kierunek wyznaczyła cena najtańszego lotu na południe Europy i padło na Ateny, skąd w łatwy sposób można dostać się na Cyklady. Zawsze chciałam zobaczyć Mykonos i Santorini, ale ceny i dzikie tłumy w sezonie skutecznie odstraszały. Poniżej znajdziecie trochę informacji jak udało się odbyć tę podróż nie wydając dużo w bardzo drogich miejscach :) W podróż wybrałam się z moją przyjaciółką Anią (tą samą, z którą rok temu uciekłyśmy przed jesienią na Ibizę). Z lotniska Modlin wyleciałyśmy 25 września wieczorem Ryanairem. Wylądowałyśmy w Atenach po północy i po tym jak znalazłyśmy sobie wygodne siedzenia poszłyśmy spać na lotnisku ;) Polecam to rozwiązanie w ramach „budget travel” – siedzenia są miękkie, bez oparć na łokcie więc można się rozłożyć wygodnie. Nikt z pracowników lotniska nie ma nic przeciwko. Ważne tylko by pozostać w tej strefie gdzie wchodzimy zaraz po wylądowaniu, bo po przejściu przez kontrolę paszportów/dowodów nie ma już takiej możliwości (siedzenia z przegródkami więc się nie położycie i z opinii na Trip Advisor wynika, że pracownicy lotniska proszą by nie spać..) Ok 6:00 wyszłyśmy na zewnątrz w poszukiwaniu autobusu do miejscowości Rafina. Sprawnie wszystko poszło i za 5 € dojechałyśmy w 30 minut do portu, gdzie już czekał nasz prom na.. Mykonos. Przy okazji, sceneria była przepiękna bo tak różowego wschodu słońca nigdy nie widziałam. Bilety kupiłyśmy wcześniej przez internet, a teraz miałyśmy tylko odebrać ich papierową wersję w biurze Golden Star (29€). Prom był naprawdę ładny i podróż minęła nam w bardzo wygodnych warunkach (zaznaczam to bo kolejne promy nie były już tak ładne). Po drodze zatrzymywaliśmy się w portach Andros i Tinos. 

Dopłynęłyśmy o 12:20 i czekał na nas darmowy busik z naszego campingu. Po ok 30 minutach byłyśmy na miejscu – Paradise Beach Camping. To kolejne miejsce typu „budget travel” i szczerze polecam. Może niekoniecznie zakwaterowanie w domku 2-osobowym bo ten wyglądał jak cela, bez okna, tylko 2 łóżka w środku i nawet nie było miejsca by otworzyć walizkę :P ale zaskoczeniem było to, że codziennie sprzątano w naszej „willi”! Sporo do życzenia pozostawiały też łazienki i WC bo były stare, ale znośne. Cena była wręcz śmieszna… Za 5 nocy zapłaciłyśmy po 47€. W tym transport z i do portu, darmowe wi-fi przez cały pobyt i wspomniane wcześniej sprzątanie pokoju. Jeżeli chodzi o wygodę to zdecydowanie ładniejsze i przestronniejsze były 3-os. bungalowy – rada dla tych, którzy się wybierają. Miejsce jest godne polecenia bo posiada jedną z najładniejszych plaż gdzie najmniej wieje! To istotne. Dużo osób z innych części wyspy przyjeżdżało właśnie na Paradise Beach bo tu jest najmniej wietrznie. Jedzenie w restauracji ok, pizze z pieca super. Byłyśmy po sezonie więc ominęły nas dzikie imprezy, które trwają non stop, dzień i noc. Nie wiem czy koniecznie chciałabym zobaczyć to miejsce w szczycie sezonu ;) Z opowieści poznanego kelnera Georga wynika, że od czerwca do września jest istne szaleństwo. O tej porze roku jest spokojnie, turystów niewiele. W nocy jest już trochę zimno więc moja kurtka, bluza i szalik się przydały. Wyczerpując temat naszego kempingu dodam, że jest dobrze skomunikowany z resztą wyspy gdyż kilka razy dziennie odjeżdża autobus (1,5€) sprzed wejścia na teren ośrodka. Następnie w stolicy należy przesiąść się do kolejnego, zależy gdzie się wybieracie.

Jest to też dobra baza wypadowa na sąsiednie plaże. My wybrałyśmy się na całodzienną wycieczkę pieszą zaliczając po drodze plaże: Paraga, Agia Anna, Plati Gialos i Psarou. Kilka słów o nich. Pierwsza, Paraga, nie specjalnie nas zachwyciła. Dużo nudystów i w porównaniu z „naszą” nie była lepsza. Idąc dalej przypadkiem natknęłyśmy się na najlepszą miejscówkę na wyspie – SCORPIOS! Niesamowicie klimatyczne miejsce, z bardzo dobrą muzyką, po prostu idealne. Postanowiłyśmy wrócić tu na koniec naszej wycieczki. Idąc dalej dotarłyśmy do plaży Agia Anna. Niestety wszystko na nie.. Bardzo brudno i baaardzo wietrznie. Szybko ruszyłyśmy dalej i zostało nam to wynagrodzone pobytem na najlepszej plaży na wyspie – Plati Gialos. Woda cudowna, piasek też, widoki piękne – jak na jednak miejską plażę to robi wrażenie. Tu poznałyśmy małżeństwo z Mediolanu i na rozmowie z nimi upłynął nam czas. No i na kąpieli w morzu :) Woda niestety nie była ciepła, ale z tego co mówił George to na Mykonos woda w morzu nawet latem nie jest tak ciepła jak np. na Majorce. Słońce powoli zaczynało się chować więc ruszyłyśmy na ulubioną plażę Armaniego – Psarou. Całkiem ok, ale po Plati Gialos była bez szans ;) Dodam, że sam spacer między plażami jest ciekawy i co chwilę naszym oczom ukazywał się kolejny piękny widok. Jak wspomniałam wcześniej na koniec wróciłyśmy do Scorpios by na wygodnych sofach, przy chillout’owej muzyce i z drinkiem w ręku obejrzeć zachód słońca. Chwilo trwaj :) Jedynie ceny w tym miejscu mogą trochę odstraszać.. Na jednego drinka ok, ale perspektywa całonocnej zabawy w tym miejscu to już spory wydatek. Niemniej polecam.

Drugiego dnia pojechałyśmy do stolicy gdzie przesiadłyśmy się do kolejnego autobusu na plażę Panormos. Plaża długa i prawie pusta. Popływałam, poleżałam na piasku i już mi się nudziło ;) Ruszyłyśmy więc pieszo ok 1,5 km na sąsiednią plażę Agios Sostis. Robiła wrażenie swoją wielkością ze wzgórza, którym szłyśmy, ale z bliska też była ok. W sumie nie ma tu co więcej opisywać – po prostu wylegiwałyśmy się cały dzień na pisaku ;) Ok 17 wsiadłyśmy do autobusu w Panormos i wróciłyśmy do stolicy, a następnie na Paradise.

Kolejny dzień to kolejna wycieczka. Tym razem stolica – Chora Mikonos – gdzie poza wiatrakami, małą Wenecją, kościołem Paraportiani, najfajniejszym było chyba błądzenie po wąskich, białych uliczkach. Chyba w każdym budzi się tam artystyczna dusza fotografa i pozowaniu nie było końca :P No cóż, niewiele miejsc ma tak piękną scenerię do zdjęć więc czemu nie skorzystać? Polecam wspiąć się na wyższe partie miasta w okolice restauracji Oregano (polecano ją nam) skąd widoki są przepiękne. Po drodze w dół do portu spotkałyśmy osiołka, który również był obiektem krótkiej sesji zdjęciowej. Przypadkiem trafiłyśmy też do rewelacyjnej galerii sztuki RARITY – wstęp bezpłatny. Nie pożałujecie! Kolejnym miejscem wartym polecenia będzie restauracja Capitan’s przy porcie. Wewnątrz sami miejscowi, na zewnątrz trochę turystów. Jedzenie przepyszne, a ceny zadowalające. Nie będę rozpisywać się na temat zabytków jakie znajdują się w mieście Mykonos bo to możecie sobie w prosty sposób wyszukać w necie, a ja opisuję to co mi się podobało najbardziej :) 

Tak nam minęło 5 dni na tej pięknej wyspie. Polecam serdecznie wszystkim Mykonos we wrześniu. Mogę się tylko domyślać jak tu jest w szczycie sezonu i przyznam, że raczej nie wyjeżdżam lipiec/sierpień z Polski bo to jedyny okres kiedy możemy cieszyć się dobrą pogodą w naszym pięknym kraju. Podróże staram się planować na taki czas kiedy u nas jest szaro buro ;) Poza tym nie mam ochoty wydawać dużej ilości pieniędzy na pobyt w szczycie sezonu kiedy wszędzie są kolejki i tłok. Nie umiem odpoczywać w takich warunkach. Cieszy mnie podróżowanie po Europie właśnie we wrześniu i październiku. W tym okresie byliśmy już na Sycylii, na Bałkanach, na Ibizie i teraz Grecja – nigdy pogoda nie zawiodła. Taka refleksja na koniec ;)

 


Powiązane wpisy

Brak Komentarzy

Napisz Komentarz