Ateny w 36h

Podczas zeszłorocznej podróży do Grecji większość czasu spędziłam z moją przyjaciółką Anią na wyspach Mykonos i Santorini. Jednak w drodze powrotnej do Polski miałyśmy okazję spędzić 1,5 dnia w stolicy Grecji – Atenach. Ciężko było zdecydować się co zobaczyć, a co musi poczekać do następnej wizyty. Chciałyśmy zobaczyć tutejszy must-see czyli Akropol, ale też zjeść coś dobrego i zwyczajnie pochodzić po ateńskich ulicach by chociaż odrobinę poczuć klimat tego miasta. Do Aten przypłynęłyśmy późnym wieczorem promem z Santorini. Udało nam się złapać metro i ze stacji Pireaus linią M1 pojechałyśmy do stacji Omonia, bo niedaleko miałyśmy nasz hotel. Dotarłyśmy przed północą więc nie wychodziłyśmy nigdzie bo od rana miałyśmy w planie intensywne zwiedzanie :D Następnego dnia na początek skierowałyśmy się pieszo na wzgórze Lykavittos (zwane również Lycabettus lub Likavitou). Był to przyjemny spacer pod górę  (300 m) gdzie czekał na nas przepiękny widok na „białe” miasto, Akropol, okoliczne wzgórza i morze w oddali. Na szczycie jest mały kościółek Sv. Isidori i restauracja. Nie miałyśmy jednak czasu na długi pobyt w tym miejscu więc po obejrzeniu panoramy miasta ze wszystkich stron skierowałyśmy się w dół.  

Ruszyłyśmy pieszo pod Parlament, gdzie warto zobaczyć zmianę warty żołnierzy gwardii narodowej – mają urocze pompony ;) Na przeciwko Parlamentu jest Syntagma Square. Tu zatrzymałyśmy się na kawę i krótki odpoczynek przed dalszym zwiedzaniem. W parku było mnóstwo ludzi, żadnej ławki wolnej, ogólnie gwarno i tłocznie. Przeszłyśmy ulicą Ermou, która wygląda jak wielki pasaż handlowy ze wszystkimi sieciówkami jak ZARA czy MANGO. Odbiłyśmy w lewo w uliczkę Evaggelistrias, przy której było mnóstwo bardzo przyjemnych kawiarni i doszłyśmy do cerkwi katedralnej Zwiastowania Matki Bożej w Atenach (ale długa nazwa..). Ta okolica bardzo nam się spodobała. Ładny, czysty plac z wielką cerkwią i kawiarniami dookoła. Stąd już miałyśmy blisko na Akropol. Po drodze jeszcze zobaczyłyśmy Łuk Hadriana i Świątynię Zeusa, a w zasadzie ich pozostałości i udałyśmy się na szybki obiad pod u podnóża Akropolu. Zjadłyśmy jagnięcinę i sałatkę grecką, jednak jagnięcina w Albanii była zdecydowanie lepsza, a może po prostu źle trafiłyśmy? Na pewno dobrze trafiłyśmy z wyborem wina do obiadu bo humorek nam dopisywał przez kolejną godzinę :P i tym oto sposobem, całkiem niechcący, zwiedzanie Akropolu zaczęłyśmy z głupawką ;) 

Zwiedzanie Akropolu (wstęp 20€) zaczęłyśmy od Teatru Dionizosa, który był całkiem spory. Weszłyśmy jeszcze nad teatr, ale to ślepa uliczka. Zawróciłyśmy i podziwiałyśmy kolejno Odeon Heroda Attyka (mogło tu się zmieścić ok 6 tys widzów, można zwiedzać jeżeli nie są przygotowywane akurat koncerty), Propyleje (ładna brama wejściowa przed świątynią), Świątynię Ateny Nike, Partenon (remontowany akurat) i mój cel tej wyprawy czyli Erechtejon z kariatydami, które niestety okazały się fake’ami, bo te prawdziwe są w muzeum. Pięć kariatyd znajdziecie w Muzeum Akropolu w Atenach, a szóstą w… Londynie, w British Museum. Poza obcowaniem z antyczną architekturą i wyobrażaniem sobie jak ludzie tu funkcjonowali za czasów świetności Akropolu, podziwiałyśmy również przepiękne widoki. Zachodzące słońce jeszcze potęgowało doznania wizualne. Podziwiałyśmy wzgórza, również Lykavittos, na którym byłyśmy kilka godzin wcześniej, oraz tzw. Wzgórze Aresa, na które się wdrapałyśmy po wyjściu z Akropolu. Znajdują się kilka kroków obok, trzeba się kierować w prawą stronę po wyjściu ze świątyni Ateny Nike i wdrapać po schodach na górę. Jest tam bardzo wietrznie, ale widok na miasto i Akropol super. Nam się rozładowały telefony więc zdjęć na dowód nie będzie ;)

Po całodniowym zwiedzaniu chciałyśmy usiąść w jakimś ciekawym miejscu na kolację i drinka. Zeszłyśmy do ulicy Adrianou, która po jednej stronie ma tory metra na poziomie -1, a po drugiej rząd wszelakich kanjpek i tłumy ludzi. Zdecydowałyśmy się na Ciccus i bardzo przyjemnie spędziłyśmy wieczór. Wracając przeszłyśmy jeszcze przez targowisko na ulicy Ifestou, ale niewiele stoisk było czynnych więc postanowiłyśmy wrócić tu rano na słynny Monastiraki Flea Market. Tak też zrobiłyśmy i z samego rana przyjechałyśmy metrem na Plac Monastiraki. Zobaczyłyśmy w dziennym świetle malutki Grecki Kościół Prawosławny oraz widok na Akropol. Następnie udałyśmy się na pchli targ po czym odbiłyśmy w bok w uliczkę Pittaki. To już trochę inny klimat. Mało ludzi, wszędzie graffiti, różne żyrandole zawieszone nad głową, trochę obskurne kamienice, ale co jakiś czas fajna knajpa, lekko w hipsterskim klimacie. Miałyśmy mieszane uczucia bo bardzo nam się podobało, a jednocześnie bałyśmy się wyciągnąć telefon.. Wszyscy napotkani mężczyźni nas zaczepiali, krzyczeli coś i gwizdali, ale ostatecznie nic nam się nie stało. Wydaje mi się, że wieczorem może być tu ciekawie jak się otwierają wszystkie lokale i na ulicy jest dużo ludzi. Ta dzielnica nazywa się Psyrri, a najfajniej wyglądały uliczki Taki i Esopou oraz okolice Pl. Iroon, sprawdzajcie ;) Miałyśmy czas do 14:00 przed naszym lotem powrotnym do Polski więc wróciłyśmy do Ciccus na kawę i tym razem usiadłyśmy na I piętrze z widokiem na patio i  Akropol za oknem. Po kawie ruszyłyśmy na szybki obiad. Zależało nam by zjeść w osławionym Thanasis Restaurant. Żadne luksusy, zwykła knajpa jakich wiele przy ulicy Mitropoleos, ale gdzieś wyczytałyśmy, że tam będą najlepsze Souvlaki i były super :) Podsumowując nasz krótki pobyt w Atenach to bardzo nam się podobało. Jak zawsze za krótko i zdecydowanie chcę wrócić na jakiś weekend. Jeżeli miałabym opisać to miasto hasłami to były by to: bezpańskie koty, dużo graffiti, antyczne zabytki, bezdomni, piękne widoki. 

   


Brak Komentarzy

Napisz Komentarz